Z życia wzięte
Mama czterolatki chce przedszkola do 20. Twierdzi, że nauczycielki powinny jej dziękować
Matka czteroletniej Kalinki odbiera córkę tuż przed 18, ale najchętniej zostawiałaby ją w placówce dłużej. Marzy jej się przedszkole do 20, a zamiast pretensji wychowawczyń oczekuje wdzięczności. Opisała to w liście do portalu mamotoja.pl.
Autorka listu pracuje w korporacji do godziny 17. Biuro leży daleko od placówki, a popołudniami trasę blokują korki. Przed 18 nie zdąży.
Za każdym razem, gdy wpada zdyszana do pustego budynku, widzi ten sam obrazek. Salowa opiera się o mop, a wychowawczyni wymownie zerka na zegarek. Matka czuje się tak, jakby robiła komuś krzywdę.
Matka marzy o przedszkolu do 20 i oczekuje wdzięczności
Kobieta przyznaje, że najchętniej odbierałaby córkę dopiero o 20. Miałaby wtedy czas na spokojne skończenie raportów, zakupy i powrót bez nerwów. Nie gryzła się w język.
Uważam, że nauczycielki powinny mi dziękować, bo dzięki mnie mają pracę, stałe zatrudnienie i państwowe etaty, na które składa się moja ciężka praca i wysokie podatki
– napisała.
Podkreśla, że nie zostawia dziecka po to, żeby iść na kawę z koleżanką czy do kosmetyczki na rzęsy. Pracuje na dom, rachunki i dobry start córki. Przedszkole uważa za usługę jak każdą inną, która powinna działać z uśmiechem do ostatniej minuty dyżuru.
Zamiast tego słyszy chłodne komunikaty. Każde wejście do placówki kojarzy się jej ze stresem.
Złość na mamy, które odbierają dzieci po obiedzie
W liście dostało się też innym matkom z grupy. Chodzi o te, które nie pracują zawodowo i zabierają dzieci do domu jeszcze przed popołudniem.
Kiedy słucham innych matek z grupy mojej córki, które nie pracują zawodowo i dumnie zabierają swoje dzieci do domu zaraz po obiedzie o trzynastej, czuję jedynie potężną złość
– wyznała.
Jak twierdzi, tamte kobiety mają czas na spacery i gotowanie trzydaniowych obiadów. Ona tymczasem walczy o każdą minutę na drodze. Nie rozumie też oburzenia personelu, skoro placówka sama deklaruje, że jest otwarta do 18.
Marzy jej się, by mogła zadzwonić i uprzedzić, że z powodu ważnego spotkania odbierze Kalinkę o 19:30 albo o 20. Dziecko zjadłoby wtedy ciepłą kolację i pobawiło się z rówieśnikami. Bez pędzenia przez miasto.
Ma też własną teorię na temat etatów w placówce.
Gdyby nie nasze dzieci zostające do późna, etaty w wielu grupach zostałyby po prostu zredukowane, a panie nie miałyby kogo uczyć wierszyków i piosenek
– przekonuje autorka.
O tym, czy przedszkole do 20 jest możliwe, decyduje samorząd
Przypomnijmy, że zgodnie z Prawem oświatowym publiczne przedszkole zapewnia bezpłatne nauczanie, wychowanie i opiekę przez co najmniej pięć godzin dziennie. Za pozostałe godziny gmina może pobierać opłatę, której wysokość ogranicza resort edukacji.
Od 1 września 2024 roku maksymalna stawka po waloryzacji wynosi 1,44 zł za godzinę. Wcześniej było to 1,30 zł. Godziny otwarcia ustala organ prowadzący, a nie wychowawczynie. Przedszkole do 20 to więc decyzja samorządu.
Nie pierwszy raz godziny odbioru dzieci dzielą rodziców i kadrę. Niedawno nauczycielka przedszkola wskazała, jak jej zdaniem rozwiązać spór o późne odbiory. Autorka listu widzi to zupełnie inaczej.
Na koniec apeluje o otwartą dyskusję i wydłużenie godzin pracy przedszkoli. List zamknęła takim zdaniem.
Miłości do dziecka nie mierzy się liczbą godzin spędzonych na placu zabaw przed szesnastą, ale jakością czasu, jaki dajemy maluchowi po powrocie do bezpiecznego domu
– podsumowała.
Źródło zdjęć: Canva