Kilka dni temu media obiegła szokująca informacja o śmierci brata Nicka Cartera. 34-letni piosenkarz został znaleziony martwy. Chociaż śledczy nie przekazali, co było oficjalnym powodem śmierci Aarona Cartera, media donoszą, co znaleziono w jego domu.
Śmierć Aarona Cartera zszokował opinię publiczną. Brat Nicka znanego z zespołu Backstreet Boys od lat rozwijał swoją karierę muzyczną i miał na swoim koncie sporo sukcesów. Niestety Aaron od wielu lat zmagał się także z poważnym uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Mężczyzna kilkukrotnie był na odwykach, ale nie przyniosły one oczekiwanego rezultatu.
W 2019 roku w jednym z odcinków programu “The Doctors” Aaron przyznał się, że ma problemy ze zdrowiem psychicznym, takimi jak zaburzenia osobowości, schizofrenia, stany lękowe i depresja maniakalna. Co ważne, twierdził także, że jego siostra, Leslie Carter, która zmarła w 2012 w wyniku przedawkowania, wciągnęła go w uzależnienie.
Aaron Carter został znaleziony martwy w minioną sobotę. Jak twierdzą media, policja otrzymała zgłoszenie przed południem i niedługo później pojawiła się w jego domu w Lancester w Kalifornii. Tam znaleziono ciało 34-latka w wannie.
Zobacz także: Nick Carter pożegnał się z bratem. Zalał się łzami podczas ostatniego koncertu
Tego samego dnia śledczy, którzy zjawili się w domu zmarłego Cartera, nie podawali, co mogło przyczynić się do jego śmierci, ale wstępnie wykluczono przestępstwo.
Chociaż nadal nie przekazano, dlaczego Aaron Carter zmarł, w mediach wciąż pojawiają się coraz to nowsze podejrzenia. Według najnowszych w domu mężczyzny znaleziono wiele puszek ze sprężonym powietrzem zarówno w łazience, gdzie znaleziono jego ciało, jak i w sypialni.
Jako donosi Page Six, śledczy mieli znaleźć także puste buteleczki z pigułkami na receptę.
Warto dodać, że wdychanie środków wziewnych takich jak sprężone powietrze, może przyczynić się do trwałego uszkodzenia mózgu, a konsekwencji doprowadzić do trwałych deficytów neurologicznych, a także i śmierci.
źródło: Instagram/Page Six