Krzysztof Rutkowski miał w studiu wPolsce24 bronić Michała Kołodziejczaka, ale szybko zaczął mówić o sobie. Były detektyw twierdzi, że ktoś wyznaczył nagrodę za jego głowę. Opowiedział też o groźbach wobec syna Rutkowskiego juniora. Porównanie, którego użył, mocno zaskoczyło.
Rozmowa w telewizji wPolsce24 miała dotyczyć głośnej afery wokół posła Michała Kołodziejczaka, byłego wiceministra rolnictwa, o której od tygodnia mówi cała Polska. Detektyw od kilku dni występuje w roli jego pełnomocnika i doradcy do spraw bezpieczeństwa. Tym razem jednak skupił uwagę na sobie.
Jak donosi portal JastrząbPost, w studiu nagle padły słowa o zleceniach na zabójstwo. Gość stacji przekonywał, że w sieci padają konkretne kwoty za jego “łeb”. To nie wszystko.
Opowiedział też o wpisach wymierzonych w jego małoletniego syna. Jeden z nich miał brzmieć “Tego gnoja trzeba zabić”. Mocne słowa. Detektyw nie krył oburzenia, bo według niego groźby wobec syna Rutkowskiego wciąż zostają bez odpowiedzi.
Rutkowski nie podał, kto miałby stać za tymi wpisami, gdzie dokładnie się pojawiły ani czy tym razem zgłosił je na policję lub do prokuratury.
Punktem odniesienia stał się dla niego Donald Tusk. W przestrzeni publicznej głośno było ostatnio o tym, jak błyskawicznie służby reagują na wszelkie groźby kierowane pod adresem szefa rządu i jego współpracowników. Autorzy takich wpisów są namierzani i zatrzymywani.
Były detektyw zestawił to ze swoim położeniem. Jego zdaniem aparat ścigania staje na baczność, gdy chodzi o polityków. Sygnały o nagrodach za jego głowę i groźbach wobec dziecka mają zaś nie być traktowane poważnie. Tak przynajmniej to przedstawił.
Groźby wobec syna Rutkowskiego to nie jest nowy wątek. W styczniu 2025 roku opowiadał o groźbach, które w internecie dostawał jego syn, Krzysztof Junior. Zgłosił wtedy sprawę do prokuratury. Na konferencji w Łodzi przywołał przypadek Jerzego Owsiaka, w którym podobne groźby wyjaśniono bardzo szybko. Liczył na to samo.
Przypomnijmy, że 9 października portal Zero.pl opublikował relacje dwóch byłych współpracownic Michała Kołodziejczaka. Kobiety zarzuciły posłowi agresję, przemoc i groźby. Polityk zaprzeczył i nazwał te zarzuty pomówieniami.
Klub Koalicji Obywatelskiej zawiesił go w prawach członka. W niedzielę 11 października poseł pojawił się z detektywem przed delegaturą ABW w Łodzi. Złożył tam zawiadomienie. Rutkowski przekonywał wtedy, że zajmuje się sprawą od 4 września.
Dzień później Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarejestrowała z urzędu materiały w tej sprawie. Śledczy prowadzą czynności sprawdzające w kierunku zmuszania do określonego zachowania i udzielania środków odurzających, a ta sama prokuratura zweryfikuje też zawiadomienia dotyczące jednej z kobiet.
Pełnomocnik posła nie zwalnia tempa. Jak sam twierdzi, Kołodziejczak “mentalnie nie jest już w klubie” Koalicji Obywatelskiej. Sprawa jest daleka od końca.
Detektyw rzadko schodzi z pierwszych stron gazet. Kilka dni temu pisaliśmy o tym, że ukończył studia w wieku 66 lat. Teraz znów głośno jest o jego rodzinie.
Źródło zdjęć: Akpa