Kinga Rusin na Rodos przeczekała gwałtowne nawałnice, które w środę 14 października spustoszyły grecką wyspę. Była dziennikarka opisała na Instagramie, jak wyglądały te godziny. Najgorsze rozegrało się zaledwie kilkanaście kilometrów od niej.
Odkąd Kinga Rusin pożegnała się z mediami, jej życie wygląda zupełnie inaczej, bo większość czasu spędza w podróżach z partnerem Markiem Kujawą, a relacje z kolejnych miejsc regularnie trafiają na jej Instagram.
Początek października para spędza na Rodos. Jeszcze niedawno była dziennikarka zachwycała się tamtejszą atmosferą.
Mamy tu coś, co w naszych czasach jest bezcenne: ciszę i spokój
– pisała wtedy. Spokój nie potrwał jednak długo.
Pogoda na wyspie o tej porze roku bywa kapryśna, ale tym razem pokazała swoje najgorsze oblicze. Rusin przyznała, że nic nie zwiastowało dramatu.
Jeszcze przedwczoraj nic nie zapowiadało jakiegoś wielkiego dramatu (w prognozie na następny dzień był zaledwie deszcz). Dziś Rodos liczy straty po przejściu nawałnic
– relacjonowała w mediach społecznościowych.
Na szczęście najsilniejsze burze ominęły okolicę, w której mieszka para, choć kilkanaście kilometrów dalej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Rusin nie kryła zdumienia.
Aż nieprawdopodobne, że dantejskie sceny opisywane dziś nie tylko w lokalnych, ale też w światowych serwisach miały miejsce zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od nas. I to dokładnie wtedy, kiedy piliśmy, jak gdyby nigdy nic, kawę z widokiem na wyjątkowo wzburzone morze
– napisała. Kontrast był uderzający.
Para nie zlekceważyła zagrożenia. Jak donosi portal Pomponik, dziennikarka przyznała, że wraz z partnerem szykowali się na czarny scenariusz, który ostatecznie skończył się u nich na zwykłym deszczu.
U nas kilka godzin później spadł tylko deszcz. Byliśmy przygotowani na najgorsze… Czy w związku z tym wrócimy do Polski? Jeszcze nie. Tym bardziej że dziś mamy już piękne słońce i 28 stopni w cieniu
– dodała. Powrotu na razie nie planują.
Skala żywiołu była ogromna. Według greckich mediów w środę 14 października na wyspie spadło 264 milimetry deszczu w ciągu zaledwie kilku godzin. To znacznie więcej, niż zwykle przynosi cały październik.
Woda zalała drogi, hotele i domy, a najtrudniejsza sytuacja panowała w rejonie Archangelos w środkowej części wyspy. Ucierpiały też Faliraki, Afandou, Ialysos i samo miasto Rodos.
Niestety nie obyło się bez ofiar. Wezbrany potok porwał samochód kierowcy do morza w pobliżu plaży Stegna, a ciało mężczyzny wyłowiła później straż przybrzeżna. Łącznie woda zepchnęła do morza cztery auta.
Władze uruchomiły alarm przez system 112 i poprosiły mieszkańców oraz turystów o ograniczenie przemieszczania się. Zamknięto szkoły i stanowiska archeologiczne, w tym Lindos, a na pewien czas wstrzymano także komunikację miejską.
W Ialysos piorun wywołał pożar domu, a inne uderzenie uszkodziło instalację regionalnej stacji telewizji ERT, przerywając jej nadawanie.
Przypomnijmy, że Kinga Rusin od lat jest związana z Rodos i spędza tam dużą część roku. Wyspa nie pierwszy raz zmaga się z żywiołem. Latem 2023 roku pożary lasów zagroziły okolicy domu, który wynajmuje tam dziennikarka.
Źródło zdjęć: Akpa