Kosmetyki groźne dla oczu to nie hasło z ulotki, tylko wynik dużego badania z USA. W latach 2005-2024 na szpitalne oddziały ratunkowe trafiło przez nie niemal 42,5 tysiąca osób. Najwięcej niepokoju budzą dane o małych dzieciach. Lekarze mówią jasno, co zmienić w domu.
Wyniki zaprezentowano 8 października 2026 roku na 130. dorocznym kongresie Amerykańskiej Akademii Okulistyki w Nowym Orleanie. Zespołem kierował Aatif Syed, student medycyny z University of Missouri-Kansas City.
Badacze sięgnęli do federalnej bazy NEISS, która zbiera dane o wizytach na izbach przyjęć w całych Stanach Zjednoczonych, i przeanalizowali w ten sposób dwie dekady.
Wyliczenia robią wrażenie, bo to średnio około 2,1 tysiąca wizyt rocznie, czyli prawie sześć każdego dnia. Aż 63 procent urazów wydarzyło się w domu.
Kobiety i dziewczynki stanowiły 82 procent poszkodowanych. Średni wiek pacjentów wynosił 24 lata, tyle że to nie dorośli najbardziej zaniepokoili autorów.
Dzieci do czwartego roku życia odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich przypadków. To bardzo dużo. U dzieci prawie co drugi uraz oka związany z kosmetykami był oparzeniem chemicznym, podczas gdy u dorosłych takie obrażenia zdarzały się w mniej niż 1 procent przypadków.
Co więcej, 83 procent wszystkich oparzeń chemicznych oczu wiązało się z sytuacją, w której dziecko samo dobrało się do produktu. Najczęściej chodziło o kosmetyki do pielęgnacji skóry i produkty zapachowe. Dalej były preparaty do paznokci, spraye i szampony.
Kluczowy okazał się brak nadzoru. Aż 70 procent dzieci do czwartego roku życia doznało urazu bez kontroli osoby dorosłej. Wystarczyła chwila.
Zagrożenie nie dotyczy wyłącznie tuszu czy cieni. Na liście znalazły się kleje do sztucznych rzęs, preparaty do paznokci, szampony, spraye i środki do stylizacji włosów. Badacze wymieniają też podgrzewane zalotki do rzęs i mgiełki do twarzy.
U dorosłych obraz wygląda zupełnie inaczej. Najczęściej dochodziło u nich do urazów mechanicznych, czyli skaleczeń, stłuczeń i otarć, które stanowiły 56 procent wszystkich przypadków w tej grupie.
Kolejne 22 procent to oparzenia termiczne. Winne były przede wszystkim rozgrzane urządzenia do stylizacji. Dorośli niemal zawsze robili sobie krzywdę sami, bo w 90 procent przypadków uraz pojawił się przy samodzielnym używaniu kosmetyku lub sprzętu.
Badanie nie wskazuje jednego produktu, który odpowiadałby za największe ryzyko. Problemem jest raczej codzienna rutyna i pośpiech przed lustrem.
Autorzy badania stawiają na profilaktykę. Kosmetyki, zwłaszcza płyny i spraye, trzeba trzymać poza zasięgiem małych dzieci, a maluchy nie powinny mieć do nich dostępu bez opieki dorosłego.
Nastolatki i dorośli powinni z kolei ostrożniej obchodzić się z gorącymi urządzeniami do stylizacji i używać ich z dala od oczu. Według Aatifa Syeda takie proste środki mogą zapobiec wielu urazom. Brzmi banalnie. A jednak działa.
Wyniki pokazano na konferencji naukowej, a nie w recenzowanym czasopiśmie. Do czasu takiej publikacji trzeba je traktować jako wstępne.
Przypomnijmy, że analiza objęła wyłącznie przypadki z amerykańskich szpitali. Pokazuje jednak, że przedmioty z łazienkowej półki mogą prowadzić do urazów wymagających pilnej pomocy lekarskiej. Dotyczy to zwłaszcza domów, w których są małe dzieci.
źródło zdjęć: Canva