Straż Graniczna wstrzymała odprawy na przejściach w Dorohusku oraz Zosinie. Przerwa zaczęła się mniej więcej o trzeciej w nocy, gdy Rosja uderzyła na Ukrainę, a telefony mieszkańców wschodniej Polski dostały alert RCB. Ruch na granicy wrócił dopiero przed południem.
Zamknięte zostały dwa polsko-ukraińskie przejścia na lubelskim odcinku granicy, w Dorohusku oraz w Zosinie. Powodem były rosyjskie naloty, które od nocy szły na Ukrainę. Odprawy stanęły.
Jak przekazał rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej major Dariusz Sienicki, decyzja zapadła we wczesnych godzinach porannych, w związku z alertami lotniczymi nad terytorium Ukrainy. Ewakuacja obu przejść nie była potrzebna. Pozostałe przejścia w województwie lubelskim, czyli Dołhobyczów oraz Hrebenne, pracowały normalnie.
Czasowe wstrzymanie odpraw przy zagrożeniu atakiem z powietrza jest standardową procedurą bezpieczeństwa. Straż Graniczna wznowiła je przed południem. Przerwa trwała kilka godzin.
Ostrzeżenie trafiło do mieszkańców wschodniej Polski jeszcze przed szóstą rano. Objęło 49 powiatów oraz miast na prawach powiatu w województwach lubelskim i podkarpackim. Treść była krótka.
“UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów”
– napisało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w wiadomości rozesłanej mieszkańcom.
Operowanie maszyn nad Polską potwierdziło Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
“W związku z uderzeniami Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy, prowadzonymi z wykorzystaniem środków napadu powietrznego, operuje lotnictwo wojskowe w polskiej przestrzeni powietrznej”
– podkreśliło wojsko w komunikacie.
Dowództwo dodało, że “Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości”. Działania miały charakter prewencyjny. Chodziło o ochronę przestrzeni powietrznej w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów.
Odwołanie centrum skierowało już tylko do województwa lubelskiego.
“UWAGA! Zakończył się atak powietrzny na Ukrainę. Brak zagrożenia na terenie Polski.”
– podało RCB w kolejnej wiadomości.
Spokój nie trwał długo. Po ósmej Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało kolejny alert, tym razem znowu do obu województw, a powodem była następna fala rosyjskiego ataku na Ukrainę. Mieszkańcy dostali dokładnie tę samą treść co nad ranem. Wojsko ponownie poderwało lotnictwo, a naziemne systemy obrony powietrznej znowu osiągnęły stan gotowości. Odprawy na granicy wciąż stały.
Przypomnijmy, że dzień wcześniej wojsko też podrywało maszyny nad wschodnią granicą. Wtedy alert RCB objął samą Lubelszczyznę, a operowanie lotnictwa skończyło się przed ósmą rano. Mieszkańcy centralnej Polski usłyszeli potężny huk. Wywołały go myśliwce, które w locie przekroczyły barierę dźwięku.
Ostrzeżenia z ostatnich tygodni układają się w powtarzalny schemat. Rosja uderza w Ukrainę nad ranem, polskie lotnictwo idzie w powietrze, a telefony na wschodzie kraju dostają alert. Tym razem doszło do tego kilkugodzinne zamknięcie dwóch przejść granicznych.
źródło zdjęć: Canva