Artur Walczak, w środowisku sportowym znany jako “Waluś”, był polskim strongmanem i zawodnikiem MMA pochodzącym z Gniezna. Zasłynął rekordem świata w marszu farmera, a pod koniec kariery startował w galach freak fightowych i slapfightingowych. Zmarł w 2021 roku, miesiąc po nokaucie na gali PunchDown 5 we Wrocławiu, a jego śmierć rozpoczęła w Polsce dyskusję o bezpieczeństwie zawodników w sportach ekstremalnych.
Imię i nazwisko: Artur Robert Walczak
Pseudonimy: Waluś, Bad Boy
Data urodzenia: 10 czerwca 1975
Miejsce urodzenia: Gniezno
Data śmierci: 26 listopada 2021
Miejsce śmierci: Wrocław
Wzrost: 188 cm
Waga: 145 kg
Zawód: strongman, zawodnik MMA, sędzia i organizator zawodów siłowych
Rekord w MMA: 3 walki, 2 zwycięstwa, 1 porażka
Instagram: @artur_walus_walczak
Z rodzinnym Gnieznem związał całe życie i to tam w 1991 roku zaczął trenować siłę w prowizorycznej siłowni urządzonej w piwnicy bloku. Urodził się 10 czerwca 1975 roku w Gnieźnie, a zmarł 26 listopada 2021 roku w wieku 46 lat. Do zawodów strongmanów wszedł stosunkowo późno, bo w 2002 roku, mając 27 lat, i przez kolejne sezony przechodził z imprez lokalnych na krajowe.
W konkurencjach siłowych sylwetka jest narzędziem pracy, a jego gabaryty robiły wrażenie nawet na tle rywali z czołówki. Mierzył 188 cm wzrostu i ważył 145 kg. Z taką masą startował w wadze ciężkiej w MMA, a w zawodach strongmanów najlepiej czuł się w konkurencjach nośnych, gdzie przewaga kilogramów i długich ramion liczy się najbardziej.
Kariera siłowa była tą częścią jego życiorysu, w której zapisał wynik o randze światowej. W 2006 roku podczas zawodów w Dubaju ustanowił rekord świata w marszu farmera, przenosząc dwie walizy po 150 kilogramów na dystansie 50 metrów. Wcześniej dwukrotnie, w 2003 i 2004 roku, zostawał wicemistrzem Wielkopolski, a w 2005 roku sięgnął po tytuł mistrza regionu. W 2004 roku wygrał mistrzostwa Europy Środkowej w parach razem z Grzegorzem Peksą, a w 2015 roku z Bartłomiejem Grubbą został wicemistrzem Polski par. Z czasem zajął się także sędziowaniem i organizacją zawodów.
Do klatki wszedł jako gotowy siłacz, w wieku, w którym większość zawodników kończy już karierę. Zadebiutował w 2017 roku i stoczył trzy zawodowe walki w wadze ciężkiej, wygrywając dwie i przegrywając jedną. Ostatni raz wystąpił w 2018 roku na gali Fame MMA 2, gdzie znokautował Piotra Czapiewskiego. Później związał się ze środowiskiem gal rozrywkowych, w których liczyła się rozpoznawalność, a nie ranking.
PunchDown to polska federacja slapfightingu, czyli zawodów, w których rywale na zmianę uderzają się otwartą dłonią w twarz bez prawa do obrony. 22 października 2021 roku na gali PunchDown 5 w klubie P1 przy ulicy Szewskiej we Wrocławiu został znokautowany przez Dawida “Zalesia” Zalewskiego. Po ciosie doznał wylewu krwi do mózgu i karetką trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację usunięcia krwiaka. Lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną, z której już się nie wybudził.
O życie walczył przez miesiąc we wrocławskiej klinice, a kolejne komunikaty federacji i rodziny śledziło całe środowisko sportów walki. Zmarł 26 listopada 2021 roku, a jako bezpośrednią przyczynę śmierci podano wstrząs septyczny i niewydolność wielonarządową. Informację przekazała jego siostra, Iwona Czak, która wcześniej relacjonowała przebieg leczenia i prowadziła zbiórkę na rehabilitację brata.
Pożegnanie odbyło się prawie dwa tygodnie po śmierci, bo termin przesunęły czynności prokuratury prowadzone w sprawie okoliczności zgonu. Pogrzeb odbył się 8 grudnia 2021 roku o godzinie 13 na cmentarzu przy ulicy Witkowskiej w Gnieźnie. Na mszę przyjechały tłumy, a oprócz rodziny, w tym siostry Iwony z mężem, córką i wnuczką, pojawiło się kilka znanych twarzy ze środowiska MMA.
Sprawą zajmowała się Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, która badała dwa wątki: nieumyślne spowodowanie śmierci z artykułu 155 kodeksu karnego oraz narażenie zawodnika na niebezpieczeństwo przez organizatorów z artykułu 160. Śledztwo zostało umorzone 5 listopada 2025 roku, ponieważ zdaniem prokuratury zabrakło znamion ustawowych wskazanych czynów zabronionych. Jak przekazała prokurator Karolina Stocka-Mycek, przesłuchano licznych świadków, zebrano dokumentację organizacyjną i medyczną oraz opinie biegłych, w tym zespołu z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Decyzja nie była prawomocna.
Media społecznościowe były dla niego przedłużeniem sportowej rozpoznawalności i to tam zapowiadał starty oraz pokazywał kulisy przygotowań do gal. Prowadził konto @artur_walus_walczak. Miał też profil na Facebooku podpisany jako Artur Waluś Walczak. Oba pozostały w sieci po jego śmierci i wciąż można na nich znaleźć zdjęcia z zawodów siłowych oraz z okresu startów w klatce.