Trzęsienie ziemi w Tybecie o magnitudzie 7 zabiło co najmniej 16 osób, a kolejne 65 zostało rannych. Setki domów zamieniły się w gruzy, a przerażeni mieszkańcy uciekali z budynków w środku nocy. Wielu nie chce do nich wracać.
Wstrząsy nawiedziły zachodnie Chiny w czwartek 22 października 2026 roku o 22:33 czasu lokalnego, gdy w Polsce była 16:33. Epicentrum leżało w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, w rejonie Nagqu.
Chińscy sejsmolodzy wskazali powiat Baqen, położony na wysokości ponad 4800 metrów nad poziomem morza. Ognisko znajdowało się według nich na głębokości około 10 kilometrów, choć amerykańskie pomiary mówiły o 18 kilometrach.
Bilans ofiar podały w piątek rano lokalne władze. Zginęło co najmniej 16 osób, a 65 trafiło pod opiekę lekarzy, w tym jedenaście z poważnymi obrażeniami. Bilans jest tragiczny.
Skala zniszczeń jest ogromna. Zawaliły się setki budynków mieszkalnych, a ponad 300 budynków gospodarczych zostało uszkodzonych. Chiński Narodowy Ośrodek Sejsmologiczny zarejestrował do tego aż 413 wstrząsów wtórnych. Najsilniejsze z nich sięgały magnitudy 5,2.
Ziemia nie dawała spokoju. Chiński nadawca CNC szacował, że główne uderzenie odczuło ponad 110 tysięcy osób.
Agencja Reutera podała, że był to najsilniejszy wstrząs w tym regionie od 2023 roku, a zarazem najsilniejszy w całych Chinach od stycznia 2024 roku.
Trzęsienie wywołało panikę. Jak informowała telewizja CCTV, podczas wstrząsów ludzie szukali schronienia pod różnymi zadaszeniami, między innymi w restauracjach i samochodach. Po ustaniu najsilniejszych drgań wielu z nich nie chciało wracać do domów. Bali się kolejnych wstrząsów i stanu technicznego budynków.
Jedna z ewakuowanych kobiet opowiadała lokalnym mediom, że podczas schodzenia z wysoko położonego miejsca nogi nie przestawały jej drżeć. Gdy dotarła na dół, rozpłakała się ze strachu. Takich relacji jest więcej.
Inny mieszkaniec przyznał, że kataklizm zaskoczył go we śnie. Wsiadł do samochodu i pojechał na otwartą przestrzeń, żeby tam spędzić noc. Nie był jedyny.
Tysiące osób rozbijały namioty przy drogach albo zostawały na noc w autach. Według agencji Xinhua ponad 12 tysięcy ludzi przesiedlono w bezpieczne miejsca, z dala od uszkodzonych budynków.
Chińskie władze szybko zmobilizowały służby. W akcję ratunkową zaangażowano łącznie ponad 1600 ratowników i cywilów. Przeszukują zniszczone tereny, szukają potrzebujących pomocy i szacują straty.
Przywódca Chin Xi Jinping wezwał do wykorzystania wszystkich dostępnych sił, by odnaleźć poszkodowanych, zapewnić opiekę medyczną rannym i ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych. Pilne działania zalecił także premier Li Qiang.
Do piątkowego poranka na miejsce przewieziono tysiąc domów prefabrykowanych, ponad trzy tysiące namiotów, cztery generatory prądu i tysiąc latarek. Sprzęt ma zapewnić schronienie tym, którzy nie mogą wrócić do siebie. Pomoc wciąż napływa.
Sytuację utrudniają warunki. W części regionu przerwana została łączność, pociągi stanęły, a na drogach doszło do osunięć skał. Na dodatek w ciągu trzech dni może spaść śnieg.
Tybet leży na styku dwóch płyt tektonicznych, indyjskiej i euroazjatyckiej, przez co należy do terenów o dużej aktywności sejsmicznej. Trzęsienia ziemi zdarzają się tu często. Tak silne należą jednak do rzadkości.
źródło zdjęć: Canva