Karol Strasburger znów zaczął odcinek “Familiady” od suchara, ale tym razem studio nie wybuchło śmiechem. Żart Strasburgera o żonie, która dzień wcześniej nauczyła się pływać, skończył się krótką ciszą i niemrawymi oklaskami. Uczestniczki też nie wyglądały na rozbawione.
Chodzi o odcinek wyemitowany w sobotę 24 października. Prowadzący jak zwykle przywitał widzów dowcipem, a tym razem wybrał historię z życia małżeńskiego. Puenta nie trafiła.
Gospodarz teleturnieju opowiedział o mężczyźnie, który stoi przy basenie i z ogromnym entuzjazmem komentuje to, co robi jego żona. Strasburger od pierwszych zdań teatralnie podkreślał emocje bohatera.
“Małżonek na basenie głośno się zachwyca i mówi: ‘To jest niemożliwe! To jest niewiarygodne!’.”
– zaczął opowieść prowadzący.
Potem do zachwyconego męża podchodzi ktoś obcy i pyta o powód tej radości. Odpowiedź mężczyzny prowadziła już wprost do puenty.
“Proszę pana, widzi pan tam, w basenie, tę piękną kobietę? Ten mówi: ‘No widzę’. ‘To jest moja żona, proszę pana. Ona, proszę sobie wyobrazić, wczoraj nauczyła się pływać. A dziś – wie pan co? Ona już nurkuje! Proszę pana, ona od pół godziny już jest pod wodą!”
– zakończył gwiazdor, sam lekko się przy tym śmiejąc.
Dowcip opierał się na czarnym humorze i starym motywie żartów o małżeństwie. Publiczność nie zareagowała jednak spontanicznym śmiechem, do którego widzowie programu są przyzwyczajeni. Najpierw nastała krótka, niezręczna pauza. Dopiero potem rozległy się dość powściągliwe oklaski.
Kamery pokazały też uczestniczki programu, które wyglądały na nieco skonsternowane. Trudno powiedzieć, czy uznały dowcip po prostu za mało zabawny, czy temat okazał się dla nich niezbyt komfortowy. Ich miny mówiły jednak same za siebie.
Nie znaczy to, że prowadzący chciał kogokolwiek urazić. Jego humor od lat opiera się na grze słów, absurdzie i zaskakujących puentach, które nie zawsze trafiają do każdego odbiorcy. Tym razem nie trafiły.
Przypomnijmy, że Karol Strasburger prowadzi “Familiadę” od samego początku, czyli od 1994 roku. Z wykształcenia jest aktorem i grał między innymi w “Nocach i dniach” Jerzego Antczaka. Dla milionów widzów pozostaje jednak przede wszystkim gospodarzem popularnego teleturnieju.
Jego znakiem rozpoznawczym stały się dowcipy opowiadane na początku odcinków. Wywołują uśmiechy, jęki rozbawienia, a czasem wymowne miny. Sam prowadzący podchodzi do tego z dystansem, o czym wielokrotnie mówił. W rozmowie z “Faktem” przyznał wprost:
“Wiem, że moje żarty to suchary. Ale chyba przeszły też trochę do historii. Uważam, że mam się z czego cieszyć. Nie są to rzeczy, które powalają na ziemię, ale czasami mogą – to kwestia gustu.”
Dodał też, że na szczęście “umiem się śmiać sam z siebie”. To się przydaje.
We wrześniu prowadzący zwrócił się do widzów z okazji 32 lat programu, a wcześniej zdradził, że Familiada nie ma scenariusza. Suchary na otwarcie odcinka zostały jednak w programie na stałe i należą do jego najbardziej rozpoznawalnych elementów. Jedne bawią do łez, inne kończą się ciszą.
źródło zdjęć: Akpa