W nocy z 24 na 25 października cofniemy w Polsce zegarki o godzinę. Zmiana czasu na świecie wygląda jednak zupełnie inaczej niż u nas. Jedni przestawią zegary dopiero tydzień później, inni właśnie robią to w przeciwną stronę, a pewna kanadyjska prowincja skończyła z tym raz na zawsze.
W Unii Europejskiej zasada jest jedna: na czas letni przechodzimy w ostatnią niedzielę marca, a wracamy do zimowego w ostatnią niedzielę października. W tym roku wypadło to 29 marca i wypadnie 25 października. Zegarki cofniemy o godzinę. Pośpimy dłużej.
Nie ma co się przyzwyczajać. Przestawianie zegarów wydaje się z Polski czymś oczywistym, tymczasem robi tak dziś tylko mniej więcej jedna trzecia krajów. Pozostałe państwa na świecie żyją w tym samym rytmie przez okrągły rok. W Europie zegarków nie rusza Islandia i utrzymuje ten stan od 1968 roku, Białoruś odeszła od sezonowych przesunięć w 2011 roku, a Rosja trzy lata później. Turcja została przy czasie letnim na stałe w 2016 roku.
Poza Europą lista jest dłuższa. Czasu letniego nie stosują ani Chiny, Indie i Japonia, ani Korea Południowa czy Arabia Saudyjska, a z przestawiania zegarów zrezygnowały też Argentyna, Kolumbia i Peru. Brazylia zrobiła to w 2019 roku. Meksyk odpuścił na niemal całym swoim terytorium.
Za oceanem obowiązuje inny kalendarz. Czas letni kończy się tam w pierwszą niedzielę listopada, więc w tym roku Amerykanie przestawią zegary dopiero 1 listopada, czyli tydzień po nas. Przez ten tydzień Polska i Stany Zjednoczone nie będą zgrane. Różnica między Warszawą a Nowym Jorkiem wynosi zwykle sześć godzin, a od 25 października do 1 listopada skurczy się do pięciu.
To ma praktyczne znaczenie. Kto planuje w tym tygodniu rozmowę z rodziną w Chicago albo lot z przesiadką, powinien sprawdzić godziny dwa razy. Nie wszystkie stany zresztą przestawiają zegary: Arizona tego nie robi, choć rezerwat Nawahów na jej terenie już tak. Hawaje zostają przy swoim. Tak samo Portoryko, Guam, Samoa Amerykańskie oraz Wyspy Dziewicze.
Najwięcej zmieniło się w Kanadzie. Kolumbia Brytyjska przestawiła zegary po raz ostatni 8 marca 2026 roku i przesunęła je o godzinę do przodu, a od 1 listopada zostaje przy tym ustawieniu na stałe. Oznacza to czas pacyficzny przez okrągły rok, siedem godzin za czasem uniwersalnym. Podstawą jest ustawa przyjęta jeszcze w 2019 roku.
Decyzję poprzedziły szerokie konsultacje. Wzięły w nich udział 223 tysiące osób, a za stałym czasem letnim opowiedziało się 93 procent z nich. Władze prowincji tłumaczą to zdrowiem mieszkańców, mniejszą liczbą zaburzeń snu oraz dodatkową godziną światła zimowymi wieczorami. Nie wszędzie wyjdzie to tak samo. Dawson Creek i Fort Nelson zostają przy czasie górskim.
Tam zaczyna się lato. Nowa Zelandia przesunie zegary do przodu 27 września, z 2:00 na 3:00, a Australia zrobi to samo 4 października. Jednomyślności i tam nie ma. Queensland, Australia Zachodnia oraz Terytorium Północne czasu letniego nie stosują.
Przypomnijmy, że w Unii Europejskiej od lat wraca pomysł zniesienia sezonowych przesunięć, ale na razie nic z tego nie wyszło i przepisy obowiązują dalej. Zmiana czasu na świecie jest więc zwyczajem coraz rzadszym. Nas wciąż jednak dotyczy. Polskie zegarki cofniemy tak jak zawsze, w nocy z soboty na niedzielę.