Anna Lewandowska musiała szybko zareagować po tym, jak jej krótki komentarz na Instagramie wywołał burzę wśród kibiców i mediów. Słowa o Turcji natychmiast powiązano z trwającą sagą transferową Roberta Lewandowskiego i zainteresowaniem tureckich klubów. Trenerka postanowiła wyjaśnić sprawę, zanim plotki urosły do rangi sensacji.
Pod jednym z wpisów Anny Lewandowskiej pojawił się komentarz pytający o możliwość wyjazdu do Turcji. Odpowiedź żony polskiego napastnika brzmiała krótko i enigmatycznie. W mgnieniu oka media i kibice zaczęli łączyć to z doniesieniami o ofercie dla 37-latka ze strony Fenerbahce. Transfer Roberta Lewandowskiego od miesięcy pozostaje jednym z największych tematów w piłkarskim świecie, a każdy sygnał z otoczenia piłkarza jest skrupulatnie analizowany.
Po fali spekulacji żona piłkarza postanowiła zdusić plotki w zarodku. Wyjaśniła, że jej słowa dotyczyły zupełnie innej sprawy i nie miały nic wspólnego z karierą męża.
Spokojnie kochani, tym razem chodziło tylko o mój obóz Camp by Ann w Turcji w hotelu Regnum w październiku. Ale przyznaję, internet działa szybciej niż plotki transferowe.
Lewandowska dodała, że obóz odbędzie się w znanym tureckim hotelu Regnum i jest już zaplanowany na październik. W ten sposób trenerka fitness szybko uspokoiła emocje fanów, jednocześnie przyznając, że sieć lubi wyprzedzać fakty.

Sprawa nabrała rumieńców, ponieważ wcześniej media donosiły o zainteresowaniu tureckiego Fenerbahce polskim napastnikiem. Klub z Stambułu miałby oferować atrakcyjne warunki, a jeden z kandydatów na prezesa nawet uczynił transfer Lewandowskiego elementem swojej kampanii. Mimo to na razie nie ma oficjalnych informacji o decyzjach 37-latka ani jego agenta. Anna Lewandowska pokazała, jak łatwo w erze social mediów jedno zdanie może nakręcić lawinę interpretacji. Jej szybka reakcja pozwoliła jednak szybko oddzielić fakty od spekulacji i skierować uwagę z powrotem na planowany obóz treningowy.
Źródło: Instagram