Ewa Chodakowska na mieście pokazała się sama, miesiąc po ogłoszeniu rozstania z Lefterisem Kavoukisem. Fotoreporterzy przyłapali trenerkę w Warszawie, gdy załatwiała codzienne sprawunki. Zdjęcia trafiły do sieci w sobotę 3 października. Uwagę przykuły przede wszystkim dodatki.
Od wrześniowego oświadczenia o końcu małżeństwa paparazzi nie odstępują Chodakowskiej na krok, licząc na uchwycenie choćby cienia smutku na jej twarzy. Nic dziwnego. Kobieta, która od ponad dekady nosi tytuł “trenerki wszystkich Polek” i zbudowała ogromne fitnessowe imperium, przez lata uchodziła też za wzór stabilnego życia prywatnego.
Najnowsze zdjęcia opublikował portal Pudelek. Chodakowska krążyła po stolicy bez towarzystwa, a na tę okazję wybrała kremową marynarkę o przeskalowanych ramionach, przewiązaną w talii paskiem.
Spod marynarki wystawał koronkowy top w bieliźnianym stylu, a elegancką górę trenerka przełamała luźnymi, jasnymi jeansami, które dodały całości miejskiego luzu. Do tego ciemne okulary.
W dłoni, obok papierowej torby z jedzeniem i kawy na wynos, niosła białą torebkę. Właśnie ona zwróciła uwagę fotoreporterów jako pierwsza.
Jak donosi Pudelek, biała torebka to kultowy model marki Jacquemus, którego cena wynosi około 3 tysięcy złotych. Buty były jeszcze droższe.
Trenerka założyła dość nietypowe, marszczone “ciżemki” na płaskiej podeszwie, czyli projekt Magdy Butrym, którą uwielbiają zagraniczne gwiazdy. Według portalu ten dodatek kosztował ponad 5 tysięcy złotych.
Po załatwieniu sprawunków Chodakowska pomaszerowała w stronę potężnego, czarnego Mercedesa-Benza Klasy G z przyciemnianymi szybami. Za taką terenówkę trzeba zapłacić grubo ponad milion złotych. Zapakowała do niej zakupy i siebie.
To nie pierwszy taki kadr. Kiedy we wrześniu paparazzi pierwszy raz od rozstania przyłapali ją w centrum Warszawy, trenerka również maszerowała do auta wartego około miliona złotych, a na nogach miała sandały tej samej projektantki.
Przypomnijmy, że 2 września Chodakowska i Kavoukis opublikowali wspólne oświadczenie. Para potwierdziła w nim koniec małżeństwa po 17 latach. Jako powód wskazali pracę, która zdominowała ich wspólne życie.
W oświadczeniu zaznaczyli, że decyzja nie zapadła z powodu zdrady, osoby trzeciej ani różnic dotyczących rodzicielstwa i podkreślili, że w tej historii nie ma winnego ani ofiary. Oboje mówili o przyjaźni.
Kilka tygodni później w sieci pojawiły się zdjęcia Lefterisa z restauracji, przy stoliku z dwiema kobietami. Trenerka szybko stanęła w obronie byłego męża i zapewniła, że to spotkanie ze wspólnymi przyjaciółmi.
Zapowiedziała też, że nie będzie wojny ani publicznego prania brudów. Pisała to z Kanady, gdzie spędzała z rodziną szesnaście dni, a sama podróż zaczęła się od nerwów, bo na lotnisku pomylono ją z inną pasażerką. Teraz znów jest w Warszawie.
Na nowych zdjęciach trudno doszukać się cienia smutku, na który liczyli fotoreporterzy. Nawet w obliczu życiowej rewolucji Ewa Chodakowska nie rezygnuje z wielkomiejskiego blichtru. Tak też było i tym razem.
Źródło zdjęć: Akpa