Klientka BNP Paribas padła ofiarą oszustwa na pracownika banku i straciła 39 891 zł. System bankowy zatrzymał przelew, a prawdziwa pracownica zadzwoniła z pytaniem o transakcję. Kobieta ją potwierdziła. Bank odmawia zwrotu pieniędzy.
Sprawę opisał 29 września 2026 roku portal Bankier.pl, który dotarł do pisma banku skierowanego do Rzecznika Finansowego. Obie strony przedstawiają przebieg zdarzeń niemal tak samo, różnią się jednak w jednym punkcie. Chodzi o to, na co klientka właściwie się zgodziła.
Wszystko zaczęło się od telefonu w sprawie pożyczki, którą ktoś rzekomo próbował wziąć na dane kobiety. Potem zadzwonił mężczyzna podający się za pracownika BNP Paribas. W rozmowach brał udział także rzekomy policjant.
Oszuści przekonywali kobietę, że jej oszczędności są zagrożone. Gdy nie chciała podać danych logowania, usłyszała, że za chwilę dostanie SMS potwierdzający, że rozmawia z prawdziwym konsultantem. Wiadomość faktycznie przyszła i wyglądała jak każdy inny komunikat od banku.
Jak przyznała klientka, nie korzystała z funkcji weryfikacji dzwoniącego pracownika w aplikacji GOmobile. SMS z nazwą banku był dla niej jedynym punktem odniesienia. Przestępcy zerwali jej lokaty i przygotowali przelew. Kobiecie powtarzali, że jej jedynym zadaniem będzie potwierdzenie hasła bezpieczeństwa.
Z pisma banku wynika, że 16 kwietnia 2026 roku o godzinie 14:47 z konta wyszło zlecenie SORBNET na 39 891 zł. Zalogowano się poprawnym loginem i hasłem. Cztery sekundy później klientka dostała SMS z kwotą, danymi odbiorcy i kodem.
System antyfraudowy zatrzymał przelew. Z kobietą skontaktowała się prawdziwa pracownica banku, która zapytała, czy klientka zleciła przelew i czy zna odbiorcę. Klientka odpowiedziała twierdząco. Pieniądze trafiły do oszustów.
Kobieta nie zaprzecza, że potwierdziła operację. Jak tłumaczy, była przekonana, że zatwierdza wewnętrzną procedurę przeniesienia oszczędności na nowe konto techniczne. O tym, że był to przelew na rachunek obcej osoby, dowiedziała się dopiero z pisma banku.
Co ciekawe, tego samego dnia sytuacja się powtórzyła. Kilkanaście minut później z konta wyszło kolejne zlecenie, tym razem na 19 897,80 zł w systemie Express Elixir, do tego samego odbiorcy. Bank znów je zatrzymał.
Tym razem konsultant zapytał także o zerwane lokaty i o to, czy ktoś namawia klientkę do przelewu. Dopiero wtedy wyszło na jaw, że padła ofiarą oszustwa. Dostęp do bankowości zablokowano, a drugiego przelewu nie zrealizowano.
BNP Paribas powołuje się na silne uwierzytelnienie, czyli login, hasło i kod z SMS-a. Według banku transakcja została prawidłowo autoryzowana, więc zwrot się nie należy. Bank nie wyklucza przy tym, że doszło do przestępstwa.
Rzecznik Finansowy przypomniał w piśmie do banku, że autoryzacja wymaga świadomej zgody. Samo użycie narzędzia płatniczego niczego nie przesądza, a zgodę płatnika musi udowodnić bank. Rzecznik zwrócił też uwagę, że schemat oszustwa na pracownika banku jest znany od lat. Takie zlecenia bank powinien więc traktować jako podejrzane.
Bank nie ujawnił, czy pytanie o namawianie do przelewu jest stałym elementem weryfikacji. Nie przytoczył też przebiegu pierwszej rozmowy. Sprawą zajmuje się prokuratura.
Przypomnijmy, że zmiany ma przynieść unijne rozporządzenie PSR, którego uzgodnione teksty Rada opublikowała w kwietniu 2026 roku. Ofiara podszywania się pod bank ma odzyskać całą kwotę, jeśli szybko zgłosi sprawę bankowi i policji. Większość przepisów zacznie jednak działać dopiero 21 miesięcy po wejściu w życie. Klientce BNP Paribas to nie pomoże. Jeśli nie dojdzie do ugody, o stracie zdecyduje sąd.
Źródło zdjęć: Canva