Przepowiednia Ojca Pio o końcu świata znów krąży w sieci. Apokalipsa ma trwać trzy dni i trzy noce, a ratunkiem mają być zamknięte okna, święcona świeca i różaniec. Tekst brzmi groźnie, ale jest w nim jeden haczyk.
Wizja ma pochodzić z 15 stycznia 1957 roku. Zakonnik miał wtedy doznać objawienia i usłyszeć zapowiedź wydarzeń, które poprzedzą Sąd Ostateczny. Konkretnej daty końca świata w tekście nie ma.
Wszystko ma się zacząć od nagłego załamania pogody, przenikliwego chłodu i wyjącego wiatru. Na końcu przyjdą grzmoty.
“Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty.”
– czytamy we fragmencie przytoczonym przez portal.
Dalej robi się jeszcze mroczniej, bo z nieba ma spaść ogień, a ziemią mają wstrząsać kolejne kataklizmy.
“Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni.”
Według tej opowieści kataklizm pochłonie miliony istnień, po czym nagle ustanie. Po trzech dobach znów ma wyjść słońce, a na ziemię mają zstąpić aniołowie.
Najwięcej emocji budzi jednak nie sama katastrofa, ale wskazówki dla wiernych. Nie ma w nich mowy o zapasach jedzenia ani o ucieczce z domu. Wszystko sprowadza się do modlitwy.
“Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świece, która wystarczy na wiele dni.”
– brzmi kolejny fragment wizji.
Wierni mają też odmawiać różaniec, czytać duchowe książki i nie rozmawiać z nikim, kto stoi za drzwiami. Ratunek ma dotyczyć przede wszystkim duszy, a nie ciała.
Brzmi to znajomo. Motyw trzech dni ciemności, w czasie których światło daje wyłącznie poświęcona świeca, pojawia się w katolickich wizjach od dawna. Najczęściej łączy się go z błogosławioną Anną Marią Taigi, Włoszką żyjącą w latach 1769-1837.
Tu dochodzimy do haczyka. Nikt nie odnalazł tej przepowiedni w pismach samego zakonnika. Już pod koniec lat czterdziestych XX wieku jego nazwisko podpięto pod list o trzech dniach ciemności, który według ustaleń historyków napisała tak zwana Rada z Heroldsbach.
Była to grupa związana z rzekomymi objawieniami w niemieckim Heroldsbach. W 1951 roku watykańskie Święte Oficjum uznało, że nie miały one nadprzyrodzonego charakteru. Zakon kapucynów i archidiecezja Bamberg od 1950 roku wielokrotnie odcinały się od tekstu.
Sprawa wróciła jeszcze 31 marca 1994 roku. Biskup pomocniczy Bambergu oświadczył wtedy, że Ojciec Pio nie miał z Heroldsbach nic wspólnego. Mimo to wizja wciąż krąży pod jego nazwiskiem. Działa na wyobraźnię.
Niedawno opisywaliśmy przepowiednię Michaldy, czyli królowej Saby, w której również pojawiały się ogień z nieba i wielka wojna.
Ojciec Pio, czyli Francesco Forgione, urodził się 25 maja 1887 roku we Włoszech. Przez lata posługiwał w San Giovanni Rotondo, dokąd ciągnęły tłumy wiernych. Słynął ze stygmatów. Zmarł 23 września 1968 roku, a 16 czerwca 2002 roku Jan Paweł II ogłosił go świętym.
źródło zdjęć: Canva